sobota, 9 listopada 2013

Post zapchajdziura

Spostrzeżenie Matki Debiutującej na temat mojego określenia dni listopadowych jako zniczopędnych popycha mnie do nawrzucania Wam tutaj moich i mojego męża SŁOWOSTWORÓW. Wzięliśmy udział w konkursie organizowanym przez L.U.C- a, który polegał na wymyśleniu polskich alternatyw dla obcojęzycznych słów, brudzących naszą PL mowę. Nie wygraliśmy niczego. W konkursach na stronie L.U.C- a nigdy niczego nie wygrywamy. Pewnie dlatego, że w 99,9% nie ogłasza wyników organizowanych konkursów. (jeżeli już przy tym jesteśmy losowanie nagród na E-Mamuś niebawem). Ale poza tym uwielbiamy Łukasza, a przy wymyślaniu słownych tworów mieliśmy dużo dobrej zabawy. Za to wielkie dzięki!

źródło:
http://goo.gl/ZkPm5K
Słownik E-Mamuś:

Audiobook – KSIĄŻUCHA – książka czytana na głos i do ucha
Broker – POMOŚCICIEL – ktoś, kto pośredniczy i się spala (zawodowo) 
Déjà vu – ZWIDOWKRĘT – sytuacja, kiedy wkręcamy sobie, że już coś widzieliśmy wcześniej
Error –KATASTROCZYN – kiedy z powodu Twego lub owego dzieje się coś złego (ucz się na katastroczynach)
E-mail - NIEŚWIADOMOSIEĆ  - wiadoma wiadomość siecią niesiona
Feedback - INFOŻYG – zwrot informacji
F- Facebook - GĘBISZCZE – zgliszcze gęb
Gig – WRAŻENIADA – iść na wrażeniadę oznacza pójście do miejsca, gdzie odbywa się coś oszałamiającego, zapadającego w pamięć
Hotel – SNUKOMIS – miejsce używane, gdzie możemy się przespać
Hit – WSZĘDODŹWIĘK – dźwięki, które usłyszysz z każdego okna, stacji radiowej, kanału TV, czyli tak zwane przeboje
Internet – DUSZOPLĄS – przestrzeń, w której wszyscy pląsamy szukając, pytając, znajdując… albo nie
Job – CZASOGRAB – miejsce, w którym spędzamy większość naszego dnia, tygodnia, życia, które kradnie nam czas, ale daje pieniądze
Jury – KIWAJMOŚCIE – współczesna wersja osądu ludzi, nawiązująca do starożytnego Rzymu z tą różnicą, że kciuk zastąpiono głowami
Kort – GLEBOGRAJ albo TUSETRAW - miejsce wspólnych spotkań i rozgrywek sportowców, np. tenisistów
Lid – SKRÓTNIK – słowo może mieć następujące zastosowanie: Przeczytałem skrótniki w gazecie i wiem, co się dzieje na świecie
Loft – FABOM – fabryka dająca dom z dużą przestrzenią
Marketing – MYDELNIA – miejsce mydlenia (oczu)
Notebook – PRACETASZCZ – urządzenie służące do przenoszenia pracy
Okay/Ok - KCIUKCIA – kciuk w górę, dobrze jest!
PR – WIDZIMISIE – zastosowanie słowa: Ks. Michalik ma ostatnio czarny WIDZIMISIĘ.
Ring - BĘCPLAC – miejsce lania się za pasy
Serwer - DANOSZCZENIE – pomieszczenie,  w którym przechowuje się wszelkiego rodzaju informacje z wykorzystaniem takich urządzeń jak np. PRACETASZCZ
Trendy – PRZECYK – osoba, który jest na czasie
U-boot – BÓJKONUR – statek przystosowany do walk pod powierzchnią wody
Yeti – CZYCZŁEK, szukaj też pod CZYNIECZŁEK – określenie nie określające wiele, bo nie wiadomo, kogo i jak mamy określić, ale podobno istnieje (świadczy o tym stopa)
Walkman – MUZOSCHOW – pudełko na muzykę, które można zabrać ze sobą wszędzie
Weekend – HULAJGŁOWA – w niektórych środowiskach znany jako KACOPLĄCZ, czyli gdzie byłem, co robiłem, nic nie pamiętam
Zoom - OKOWYTĘŻCZ – spojrzeć na coś bliżej, w konstrukcji zdaniowej używane jako: Zrobiłem OKOWYTĘŻCZ
Zumba – POTANIEC – połączenie potu i tańca, którego nazwa wywodzi się od LATAŃCA (lataniec – taniec latynoamerykański)

Na końcu słowo, z którym był największy problem i żeby nie powiedzieć, że wyszło wybornie, z lekką nutą szyderyzmu tłumaczę słowo cool:
C – Cool – BIEBERNIE – po prostu w pytę

Pozdrawiamy ze SNUKOMISU.

środa, 6 listopada 2013

Zimne dziady listopady czy coś w tej nucie

Słucham w głowie Nicka Cave' a z płyty Push the Sky Away, inaczej niż w głowie nie mogę, no bo z głośników przecież nie - dziecko nie zaśnie, na słuchawkach nie, bo nie usłyszę co robi dziecko. A robi dużo. Jak na godzinę 23:57 i bycie siedmiomiesięcznym dzieckiem robi naprawdę dużo. Poza spaniem oczywiście. Spanie jest dla słabych, wiadomo. Mimo to staram się wykonywać tak zwany zimny chów i raz po raz wrzucam dziecię do łóżeczka na generalną próbę spania. Mamy już za sobą pięć takich próbowań. Do spania trzeba się bardzo dobrze przygotować, to jasne. Szlag by to. A mama jutro do pracy, mama się spełnia. Mama się tak spełnia, że spać nie musi. 

Skoro dzięki mojemu dziecku wygrałam ekstra minuty (prawie) dla siebie - on obślinia zabawkę, ja mam wyższe potrzeby, jestem jego mamą, psiakrew. Korzystając z tej miłej ekstra chwili dzielę się listopadową refleksją. Nie cierpię listopada. Z tego powodu mieliśmy ślub w grudniu. Pogoda była lepsza niż w listopadzie, więc wyszło na moje. Mniejsza o to. Wiecie, cały ten bajzel ze świętem umarlaków. Nie rozumiem idei, chociaż szanuję. Ale o to jeszcze mniejsza, bo tak naprawdę chciałam się podzielić jedną sytuacją z cyklu tematycznego kombo. Odwiedziliśmy w te smutne zniczopędne dni praprababcię naszego syna. To znaczy jej siostrę, więc praprababcio-ciocię? Dziewięćdziesiąt dwa lata różnicy, a powiem Wam, że dogadywali się świetnie, bo jak to często bywa u staruszków i niemowlaków, mają wiele ze sobą wspólnego (chociaż praprababcio-ciocia ma fejsbuka i zdjęcia rodzinne kolekcjonuje tylko w .jpg). Zrozumiałam sens drzew genealogicznych, zrozumiałam, że czas ucieka za szybko. W dalszym ciągu nie rozumiem sensu sprzedaży miejsc na cmentarzach (spacerując po tych bardzo starych doszłam do wniosku, że powinno się już dawno wprowadzić outlet w tej branży, a już na pewno sezonowe wyprzedaże pustych grobów). I jeszcze ta moda na wypasione grobowce. I to, że nie ma już normalnych zniczy. Są wkłady. To jest już nieco bezduszne, a na pewno psuje klimat. Ale może właśnie pierwszy listopada jest po to, żeby w głowie mieszała się śmierć tam, w tych wypasionych grobach, z życiem tu i teraz, robiąc taki refleksyjny shake? 
Po pierwszym listopada przyszły następne parszywe dni, za chwilę będzie jedenasty. A jedenastego listopada jest dzień wolny od pracy i mój syn kończy siedem miesięcy. To są jedne z niewielu atutów tego miesiąca.  

Coma - Los cebula i krokodyle łzy, fot. stopklatka z teledysku

wtorek, 22 października 2013

Wielkie, przeogromne nic, niczego i o niczym

Wiedza bezużyteczna, którą uwielbiam, zapaliła mi w głowie żaróweczkę posta. Dzisiaj jest międzynarodowy dzień Caps Locka. O JA CIĘ. Wygląda na to, że dzisiejszy dzień był wielki, pisany dużymi literami, niby zwyczajny wtorek, a duży i się dłużył (w pracy szczególnie). Coś jednak się zmienia. Od dłuższego czasu wkurzam się (wróć! czyli chyba jednak nic się nie zmienia). Do niedawna wkurzałam się na Polskę, ale postanowiłam doprecyzować swoje wkurzenie i od kilku dni uskuteczniam wkurw na miasto, w którym żyję od ośmiu lat. Krakowie, nie wybaczam Ci. Nie wybaczam Ci biletów komunikacji miejskiej i oznajmiam Ci, że jeżeli w autobusie tudzież tramwaju nie zastanę automatu z biletami to nie pojadę do domu za pięć złotych (wyrzucam tyle do kosza z dziesięcioma kupami mojego dziecka), od dziś zawsze mam przy sobie wyliczone 2,80 PLN, sorry. Nie wybaczam Ci smogu w czołówce Europy, drogich mieszkań, drogiego życia i turystów, i jednak też erasmusów (już nie piję tyle, co kiedyś - sorry znów). I nie wybaczam Ci łatanych dróg. A najbardziej tego, że tablice z menu wystawiane przed knajpami mówią do mnie po angielsku i cenami w euro. Dla kogo jesteś taki piękny, Krakowie? Widziałam ostatnio Twoje centrum, jak zawsze śmierdziało kupą konia i bezdomnymi. A w knajpianych ogródkach wszystkie języki świata, mogłam się nauczyć. A za ścianą w bloku studenci wszystkich Twoich uczelni wynajmują mieszkania za dwa tysiące polskich i złotych (w promocji!), i myślą sobie, że magistra już za nogi złapali, że w Krakowie to są w ogóle tak ważni, że tylko Caps Lockiem dzisiaj, w jego święto, ich imiona i nazwiska pisać! I chUJ. UPS. Rzednie mi mina i znowu wracam tutaj siebie frustrować. W Polsce, mi, mojej! Kubę Wojewódzkiego jakimiś substancjami oblewają o brunatnym kolorze. Ja nawet nie wiem, jak wytłumaczyć brunatny kolor. Chciałam zacytować króla tefałenu w zaniedbanym przeze mnie cyklu artystów- rodziców - celebrytów na E-Mamuś, ale Wojewódzki się jeszcze dziecka nie dorobił. Za to z Chylińską taką rozmowę przeprowadził, że jak urodziłam to pomyślałam sobie, że ona to u Wojewódzkiego całą prawdę powiedziała i dlaczego nikt inny nigdzie indziej takiej prawdy nie mówił (będzie cytowana niebawem i często). Tak oto do dupy się zaczął ten tydzień. Kuba nie dotarł na poranną audycję w esce rock, a ja nie znalazłam automatu biletowego w najstarszym tramwaju świata w Krakowie, pojechałam na gapę, a potem wlazłam w kupę konia z dorożki. Za zaoszczędzone na bilecie, wyliczone 2,80 PLN nie kupiłam niczego. Bo w rynku w Krakowie nie można nic kupić za 2,80 PLN. Serotonino (i piątku) gdzie się kurwa szlajasz?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...