poniedziałek, 3 lutego 2014

Kupię sen. Stopery do uszu i cierpliwość do dziecka. Przewidujecie zniżki dla mam? - część II

Miałam w życiu wiele marzeń zakupowych, chociaż galerie handlowe wcale nie są mi po drodze i są po niej raczej niechętnie. Bliżej mi do warzywniaka po kartofle niż po kieckę do markowego.
Odkąd mam dziecko zwiększyło mi się zapotrzebowanie na jeden produkt, który, gdyby tylko istniał materialnie, kupiłabym na kilogramy. KUPIĘ SEN to projekt mój i mojego męża, powstały w myśl idei nierealnej - o składowaniu w torbie na zakupy zapasowych ilości snu. Nieustannie potrzeba go więcej i więcej.



Torbę polecamy wszystkim rodzicom, którzy w całej pełni szczęścia z posiadania progenitury odczuwają jednak ten jeden deficyt. Kupujcie sen gdzie tylko możecie! Zabierajcie go ze sobą wszędzie (nigdy nie wiadomo, kiedy się przyda). Torba KUPIĘ SEN mieści wystarczające ilości spania dla obojga rodziców oraz ilość snu w sporym nadmiarze dla samej mamy, co jednak czyni torbę (kiedy jest zapakowana po brzegi), lekką.

Udanych zakupów życzy E-mamuś

środa, 29 stycznia 2014

Pieprz to. Nie czytaj.

W ramach braku czasu i cholernie ciężkiej mentalnie zimy (bo wedle Celsjusza nie jest znowu taka najgorsza) postanowiłam pieprzyć wszystko. Kiedy mam wolną chwilę oglądam filmy niesezonowe. Bo czy DiCaprio dostanie Oscara? Pieprzę to. Czy ludzie piją na Pod mocnym aniołem? Pieprzę to. W tle pierdołowatych działań codziennych (wyłączam z gatunku pierdołowatych zajmowanie się domem i mężczyznami moimi w nim, to chyba jasne) słucham muzyki niepopularnej. Daft Punk jest okej, ale pieprzę ich Grammy czy nie grammy. Pieprzę to, że rocznie powstaje wiele nowych zespołów muzycznych i pisze się ileśtam blogów i książek. Nie mam czasu, nie zaczynam zaległości od nowych, jadę z koksem kulturalnym losowo, acz wybiórczo-subiektywnie, z wcześniej wyselekcjonowanych tylko wysokich lotów składów liter i nut, i obrazów filmowych. Czy ktoś w ogóle wie, o czym ja piszę? Pieprz to, E-mamuś. Prezentuję książkę idealną na ciężką w obejściu zimę i brak czasu. Treść niewielka a konkretna, przez co może pomóc Polakom będącym poniżej statystyki dogonić czytelnicze mole.


Kto do cholery powiedział, że trzeba czytać kilkanaście książek rocznie? Pieprz to. Czytanie nie jest seksi, pieprzenie. Bywałam co najmniej czterema statystycznymi Polakami w dziedzinie lekturowania się i co z tego? Nie czytaj. Pieprz to. Ale skoro już siedzisz w toalecie to wertuj jakieś litery. Jestem za drukiem Filozofii f**k it (bo o tej książce tej pieprzonej zimy mowa) na papierach toaletowych! Na chusteczkach higienicznych! Na ręcznikach papierowych. Na etykietach szamponów i odżywek do włosów, czy na czym tam jeszcze można czytać w toalecie.

Mój syn zaczął stawać twardo na ziemi, nie minie wiele czasu, a rzeczywistość go przygnębi. Bo takie to jest właśnie tak zwane stąpanie twarde. W związku z jego szybszym przemieszczaniem się, zwanym raczkowaniem, nie mam niestety jak czytać, nawet w toalecie. Bajki mogłabym mu chociażby, ale skończyłoby się to bieganiem za nim z bajką. Nigdy bardziej nie pochyliłabym się nad książką, jak czytając ją podczas raczkowania. 

Kupię sen. Żeby śnić książki, na które nie mam czasu. Ledwo się akapit zacznie, syn się budzi. Taka proza życia. Od dwóch tygodni mamy ciężki bezsenno-płaczliwy ząbi czas, ale lepszej książki sobie wyśnić nie mogłam. Podpiszę się pod tym w środku nocy bez zmrużenia podkrążonego oka. Dzieje się codzienna opowieść. Zdanie po zdaniu, umiejętność za umiejętnością. Najlepsza moja historia, a ma dopiero dziesięć miesięcy. Czekam z wypiekami na twarzy, jak się rozwinie. Nie jest to atrakcyjne towarzysko, moi przyjaciele? Marketingowo, znajomi zza bloga? Pieprzę to. Peace, love i mój syn.

piątek, 17 stycznia 2014

To ja też się WOŚP-ię (kilka dni później)

Od czasu do czasu obije się o mnie jakiś absurd ze świata polityki tudzież życia społecznego i stwierdzam przejdzie im, zmienią swoje zdanie jeszcze kilkanaście razy do wyborów, do naszej emerytury, do czasu aż nasze dziecko pójdzie do szkoły i będzie nas cokolwiek z tych gówno prawda, że dla naszego dobra decyzji dotyczyć. Dlatego omijam szerokim łukiem kurioza polskiej codzienności, chętniej pośmieję się niż ponarzekam kiedy napotkam jakąś pozbawioną większego sensu informację.
Dzisiaj nie wiem co robić, jak się odnaleźć po słowach poseł Pawłowicz? O co właściwie idzie w tym wielkim ataku andronów na orkiestrę?

Dajemy Owsiakowi, ale i tak nie pójdziemy do nieba. Bijemy za to rekord polubień chorego chłopca - grosz w kieszeni zostaje. Pomoc przecież ma wiele wersji, a czy rzeczywiście pomaga? Z tym już kij. I w ogóle tam, gdzie dzieje się dobro, my go jednak nie chcemy, przesunęlibyśmy je bardziej w prawo, przecież w tym miejscu ono być nie może, naprawdę. Przesuńmy je w prawo! A szczerze mówiąc to wolimy stworzyć sobie własny rodzaj dobra - bo po naszemu zawsze jest najlepiej. Gdyby przymknąć oko, to może i Pani poseł ma rację, może i dobro jest w kościele. A może jest w każdym z nas. A może całe jest w niej. Ostatecznie bozia dała nam wolną wolę, więc rozumiem, że wolimy sobie poszukać dziury w całym dobru, Pani poseł, tą wolną wolą? Bo za dobrze być nie może. Ostatecznie przecież to bozia o wszystkim decyduje, dlatego Pani poseł wybaczy, ale farmaceuta nie sprzeda Pani leku na przeziębienie. Skoro taka wola nieba, proszę kaszleć i kichać na wszystko jak do tej pory, i się gorączkować. Na razie dobrze idzie Pani poseł stopień złości. Potęguje się, że już żaden lek nie pomoże. Więc nie zbierajmy na niego. Nie nawrzucajmy Pani. Ale Owsiakowi tak. Samo dobro. Gdzie ja jestem?

Okulary Jurka pamiętam z dzieciństwa, wszystko pamiętam jakby było dziś: w starym kineskopowcu Owsiak, a ja na dywanie z tak zwaną w ówczesnym slangu "opadniętą koparą". Po prostu nadziwić się nie mogłam, jak on to robi, że jednoczy te serducha. Wykleja nimi całą Polskę i one biją wielkim pozytywem, i to naprawdę działa. Szkoda, że klej na serca bywa mało trwały i niektórym jak się po orkiestrze odklei to i chęć dalszej pomocy się gubi. Ale przynajmniej przez chwilę jest fajnie. Czy nie o takie momenty w tym naszym świato-byciu chodzi? Ach tak, zapomniałam. Wolna wola pozwala nam wybrać, więc jak sobie tak wolimy to ostatecznie zawsze może być chujowo.
Dzisiaj Pani poseł (która jest ikoną całej rzeszy "dziurawców", czyli tych którzy szukają dziury w całym dobrym) wchodzi z butami i powyższe udowadnia - tłucze przysłowiowe okulary, mój dziecięcy symbol pomagania sobie wzajemnie i tego, że bliźniego swego jak siebie samego, nosz kurde! Po prostu symbol radości.

Coś we mnie pękło. Dlatego muszę zrobić się pogo(dnie), nastawić znów pozytywnie, żeby nikt mi nie zepsuł tygodnia. Jakiś przystanek muszę sobie zrobić od tej dziwnej odmiany polskości, zawistno-nienawistnej. Przystanki są potrzebne. W tym przypadku szczególnie. Ten jeden tak ważny przystanek.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...